Impreza w Vegas

opowiadanie impreza w vegas

Utarło się, że co dzieje się w Vegas, to tam zostaje… Ale to była tak gruba biba, że chcę się tym z Wami podzielić. Byliśmy akurat w podróży z kumplami. Jeździliśmy po USA, poznając kraj, gdzie pruderia miesza się z kompletnym wyuzdaniem. Być w Stanach i nie pojechać do Las Vegas? To byłby grzech!

Bijące po oczach neony zapraszały do różnego typu rozrywek. Wygraliśmy trochę kasy i trzeba było to jakoś uczcić. Kelner jednego z lokali polecił nam miejsce, gdzie podobno można zaznać mocnych doznań. Zabrzmiało to nieźle, więc od razu się tam udaliśmy. Była to rewia, burleska. Patrzyliśmy z podziwem na dziewczyny o ciałach szczupłych, bujnych i mocno kobiecych, jak tańczyły, wdzięczyły się do mężczyzn w pierwszym rzędzie. Nie spodziewaliśmy się jednak, że z burleski przejdą wprost do striptizu. Gra świateł, dobra muzyka, a przede wszystkim zmysłowy taniec tych lasek przyprawiał o rumieńce, a spodnie stawały się nieznośnie ciasne. W oko szczególnie wpadła mi jedna dziewczyna, z urody rdzenna Amerykanka. W 10-stopniowej skali była 15, przynajmniej jak dla mnie.

Czy spodziewałem się, co będzie z nami dalej? Raczej nie. Widownia bowiem zaczęła się rozchodzić, ale kolega wpadł na pomysł, aby zagadać do dziewczyn. I to był dobry ruch. Część z nich akurat kończyła dyżur, a w tym – śliczna Indianka.

Nasza paczka z 4 powiększyła się do 9 osób. Ruszyliśmy w Vegas, pijąc, bawiąc się, znów przepieprzając i wygrywając trochę kasy w kasynach. Dziewczyny przynosiły nam szczęście. W końcu wybraliśmy się całą paczką do hotelu. Impreza jednak się nie kończyła. Patrzyłem, jak jedna silikonowa brunetka niemal pożera spojrzeniem Grześka, rudego piegusa, ale o muskulaturze godnej wikinga. Odarła go z ubrań i pchnęła na sofkę, gdzie od razu dosiadła go i zaczęła ujeżdżać jak na rodeo. Szybko poszliśmy ich śladem. Mnie przypadła moja Indianka… czy raczej wywalczyłem ją.

Pokój szybko wypełniły westchnienia i jęki – nasze, jak i ich. Staszek, niski blondyn, szczęściarz przygruchał sobie dwie laski, jedną rudą o dziewczęcej figurze, drugą – Afroamerykankę o dużych, rozbujanych piersiach. Dziewczyny namiętnie wylizywały i ssały jego pałę, wyraźnie zachwycone tym, że to coś innego, niż amerykańskie kutasy. Andrzej, brunet o aparycji amanta, dopadł blondynkę o pełniejszych kształtach. Może nie miała 90-60-90, ale wiedziała, jak poruszać ciałem. Moja towarzyszka jednak była dla mnie zdecydowanie najlepsza. W jej spojrzeniu była dzikość, jej usta zaś – wyginały się w zachęcającym uśmiechu. Wchodziło się w nią gładko. Gorąca, mokra cipka była gotowa na każde pchnięcie i rozmiar. Jej słodki głos nawet do tej pory pobrzmiewa w moich myślach, gdy przyjmowała mojego penisa.

Konfiguracje jednak szybko zaczęły się zmieniać, bo w końcu nie byliśmy do pary. Gdy Dzika Klacz dosiadała mnie na ostro, patrzyłem, jak Grzesiek bierze z Andrzejem silikonową brunetkę we dwóch, penetrując obie jej dziurki. Widać, była przyzwyczajona do tego typu zabaw, bo ani się nawet nie skrzywiła, gdy Andrzej swoją pałką rozjechał jej tyłek. Przyjmowała ich wdzięcznie, jęcząc i uśmiechając się jak rasowa dziwka. Moją uwagę przykuł też Staszek, który rżnął usta czarnoskórej piękności. Ruszał biodrami szybko i mocno, a dziewczyna gładko przyjmowała go aż po gardło. Do mnie i mojej Indianki zbliżyła się rudowłosa ślicznotka, porzucona przez Stacha. Usiadła mi na twarzy. Mogłem się wtedy przyjrzeć jej cipce, nad którą widniała podobizna seksownej diablicy. Miasto grzechu, pomyślałem i zacząłem wylizywać jej szparkę.

W pewnym momencie poczułem, jak Dzika Klacz schodzi z mojego fiuta. Nie widziałem, kto mnie dosiada, ale była bardzo ciasna, jak gdyby dziewica. Nie myślałem o tym jednak. Byłem skupiony na dokładnym wylizywaniu soków rudej szparki, której moje pieszczoty ewidentnie się podobały. Słyszałem natomiast, jak Dzika Klacz mówiła coś do Stacha. Pokurcz, a cieszył się tak dużym powodzeniem. Po chwili, obok nieustających jęków silikonowej brunetki, było już tylko słychać gardłowe krztuszenie się, charakterystyczne dla silnego obciągania.

Andrzej z Grześkiem też zmienili w końcu swój obiekt zainteresowań. Wzięli między siebie rudą, ściągając ją ze mnie. Nie mieli dla niej litości. Unieśli ją do góry, tym razem Grzesiek wchodził „od tylnych drzwi”, a Andrzej wypełniał jej cipkę, mokrą od soków i mojej śliny. Wtedy mogłem dostrzec, kto mnie ujeżdża. Rozbujane cycki czarnoskórej laski były hipnotyzujące, a jej ciasna cipka wywoływała u mnie doznania, jakich w życiu nie doznałem. Była cała nabrzmiała, mokra, wąska, a jednocześnie bardzo przystępna.

Z boku dało się też słyszeć namiętne jęki silikonowej brunetki i jej blond koleżanki. Mimo że nie miały żadnych facetów, znakomicie sobie radziły, dając jednocześnie niesamowity pokaz, idealnie podkręcający całą atmosferę. Trzymając mocno w dłoniach piersi Shantele, jak się przedstawiła, patrzyłem, jak obie laski ocierają się o siebie, łączą wilgotnymi cipkami, nie szczędząc sobie pieszczot dłońmi.

Pierwszy strzelił Grzesiek, wypełniając tyłek rudowłosej po brzegi spermą. Dyszał przy tym, jak spełniony buchaj. Drugi był Staszek, który ozdobił biust Dzikiej Klaczy „perłowym naszyjnikiem”. Znów konus mnie zaskoczył, że miał tyle tego w sobie. Wstyd przyznać – ja nie skontrolowałem. Strzeliłem wprost w moją nową czarnoskórą przyjaciółkę i wcale nie chciałem wyjść, kiedy się spuszczałem. Nie miała mi tego za złe, a nawet się cieszyła. Na Andrzeja podziałały obie laski, które zajęły się sobą. Zachęcił je do nastawienia się do jego spustu. Przyjęły wszystko na twarz.

Dziewczyny jednak nie miały dość. Zamówiliśmy szampana, przekąski… i po kilkunastu minutach ruszyliśmy dalej. Żadne słowa nie oddadzą tego, jakie międzykulturowe zjednoczenie tam było. Koniec końców zasnąłem przy swojej Indiance, a właściwie w niej. Rano jednak, gdy się obudziliśmy, zastaliśmy tylko karteczkę z wiadomością, że nigdy nas nie zapomną.


Dodaj komentarz

Szukasz więcej opowiadań? Sprawdź również:

Spodobają Ci się także:

Dodaj komentarz