Cześć! Nazywam się…

opowiadanie cześć nazywam się

Sylwia. Ale to będzie Was interesowało najmniej. Podobnie, jak gościa, z którym się umówiłam… a przynajmniej nie wprost. Od dawna fantazjowałam o gwałcie. Próbowałam z dotychczasowymi partnerami spełnić choć trochę tę fantazję. Niby były ostre zabawy, nawet jakieś elementy przemocy… ale to nigdy nie było to. I zawsze po wszystkim czułam się strasznie zawiedziona. Znalazłam jednak na to sposób, by spełnić swoje marzenie.

Spotkałam go na czacie. Rozmawialiśmy chwilę. Od razu moją uwagę zwróciło to, jak się do mnie zwracał. Był oschły, władczy. Strasznie szorstki w obyciu. Kiedy próbowałam się przedstawić, powiedział, że go to nie interesuje. A jednocześnie mocno seksualny. Poprosił mnie o zdjęcie, więc z ochotą mu je wysłałam. Nie prosiłam go o fotkę w zamian. Wręcz przeciwnie – nie chciałam jej. Powiedziałam mu o tym, o czym marzę. Zapytał, gdzie mieszkam, jaką mam drogę do domu z pracy. Opowiedziałam mu wszystko. Czy mogłam się spodziewać, co się stanie? Poniekąd tak, bo ostatnia wiadomość od niego była dość enigmatyczna.

Wracałam z pracy. Byłam ubrana normalnie – jeansy, jakiś żakiet i koszula. Wchodziłam już w swoją bramę, gdy poczułam, jak ktoś chwyta mnie mocno w pasie i zasłania usta. Krzyk uwiózł mi w gardle, a ja zaczęłam wierzgać mocno nogami. Broniłam się, ale zamiast odepchnąć napastnika, upuściłam wszystko na ziemię. Zaciągnął mnie do altanki śmietnikowej. Poczułam, jak zdzierał ze mnie spodnie, majtki… Czułam rozpacz i podniecenie zarazem. A po chwili jego dłoń na cipce. Była wilgotna i masowała mnie bardzo mocno, nieczule, tak, jak o tym marzyłam… Mokre, a jednak szorstkie palce szybko zastąpiło coś innego. Dużych rozmiarów męskość wdarła się w moje ciało, a ja tylko cicho zakwiliłam. Nie poddawałam się jeszcze, mimo że miałam unieruchomione ramiona. Obejrzałam się na swojego oprawcę. Miał na twarzy kominiarkę i złe oczy. Szybko odwrócił moją głowę, przyciskając mój policzek do zimnej, blaszanej ściany.

Czułam jego dzikość, jego zawziętość. Pchał penisa głęboko we mnie, a ja, krzycząc, szarpiąc się, czułam, jak podniecenie wypełnia moje ciało. Kolejny jego ruch, a ja… zmoczyłam się. Spazmy orgazmu wstrząsnęły mną silnie, czułam, jak tracę władzę nad ciałem i zwieraczem. Pociekło mi po nogach, na jego spodnie, na ziemię.

Jego głośny rechot ledwo przebijał się przez ścianę otumanienia, jaka pojawiła się w mojej głowie. Byłam jego. A on… po prostu zaczął mnie mocno rżnąć. Trzymał w garści moje włosy. Czułam, jak je niemal rwał z głowy. Jego silne biodra uderzały miarowo o moje pośladki. Bezwiednie pochyliłam się mocniej, pozwalając mu na znacznie więcej. Jego jądra obijały się z plaskiem o mnie. Krzyknęłam, gdy wszedł aż po samą nasadę penisa. Utkwił tak chwilę i chwycił mnie za szyję, podduszając. Odpływałam, aż on zaczął ruszać swoim ptakiem na boki. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduję, rozerwie mnie. Zamiast tego jednak zaczął znów ruszać biodrami w tył i w przód. Podniecenie, jakie na mnie spłynęło, było absolutnie niewytłumaczalne dla zwykłej kobiety. Ale ja? Ja marzyłam o gwałcie.

Im brutalniej mnie brał, im mocniej ściskał dłonie na moim ciele, szarpał za włosy, sapał i zmuszał do krzyczenia, tym bliżej byłam orgazmu. Cała moja pochwa pulsowała, masując jego penisa. Dyszałam ciężko, czując, jak pot płynie po mojej skórze. Byłam cała pobudzona. Czułam nawet jego włosy łonowe, które ocierały się o mnie.

Odsłonił mój obojczyk i boleśnie się w niego wgryzł. To było zbyt wiele. Nogi się pode mną ugięły, a mną znów wstrząsnęły kolejne spazmy. Moja szparka pracowała na jego penisie tak mocno i szybko, że dokładnie czułam jego użylenie, twardość i rozmiar. Był całkiem imponujący.

On nic nie mówił. Nic nie komentował. Nie groził, nie wyzywał. Po prostu mnie rżnął. Tym razem jednak obrócił mnie na plecy. Leżałam na tej brudnej płycie, czując zapachy typowe dla takiej altany. Było brudno, ostro, seksownie… Wiedziałam już, że moja fantazja się spełniła.

Byłam w jego dłoniach jak kukła. Trzymał moje biodra w górze, nadziewając mnie swoim penisem. Nie patrzyłam jednak na niego. Miałam przymknięte oczy, oczekując kolejnych fal rozkoszy. Czułam, że się zbliżały. Przypominałam sobie nawet, jak to było z tamtymi, gdy próbowali spełnić moją nienormalną z ich perspektywy fantazję. Bawiło mnie to nawet, ale byłam zbyt zmęczona i zbyt mocno odpływałam w tym momencie, by się śmiać.

Poczułam natomiast, jak on pulsuje we mnie. Jak jego penis się napręża i nabiera jeszcze objętości. Przyspieszył mocno, leżąc praktycznie na mnie. Nie oplatałam go nogami ani nic. Do końca chciałam być wiarygodną ofiarą gwałtu.

Wyrwał swojego penisa ze mnie. Słyszałam, jak go masował, aż nagle strzelił mocno na moje ciało. Sperma doleciała nawet do mojej twarzy. Była ciepła, lepka… i było jej dużo. Naprawdę dużo. Otworzyłam oczy. Nie miał już kominiarki. Był cały zziajany, z poczochranymi włosami. Uśmiechnęłam się. To był młody chłopak. Na oko mógł mieć 19 lat. Ale miał zacięcie godne bardzo doświadczonego mężczyzny. Patrzyłam na niego i uśmiechałam się.

– Spełniłaś swoją fantazję? – zapytał w końcu.

– Tak… dziękuję ci…

– Jesteś pieprznięta, Sylwia – uśmiechnął się – Ale fajnie czasem wystukać taką wariatkę, jak ty.

– Myślałam, że nie obchodzi cię moje imię.

– Bo tak jest – uśmiechnął się i wstał. Pomógł mi również wstać, choć nogi odmawiały mi posłuszeństwa. To był początek ciekawej znajomości.


Dodaj komentarz

Szukasz więcej opowiadań? Sprawdź również:

Spodobają Ci się także:

Powiązane opowiadania

Dodaj komentarz