Samotność w zakonie

opowiadanie samotność w klasztorze

My, siostry zakonne, jesteśmy bardzo pobożnymi niewiastami. Jednak, jak każda kobieta, czasem odczuwamy samotność związaną z naszą chutliwością. Wstyd mówić, bo to grzeszne, ale ktoś powinien w końcu znać prawdę. A najlepiej, kiedy opowiem na podstawie tego, co sama widziałam i przeżyłam.

Pamiętam jednej nocy, kiedy dwie bliskie memu sercu siostry odczuły głęboką potrzebę. Szczęście chciało, że miałyśmy swoje pokoje blisko siebie. Usłyszałam ciche pojękiwania za ścianą. Od razu zerwałam się z łóżka i pobiegłam, by zajrzeć przez dziurkę od klucza do pomieszczenia obok. Widziałam, jak Emiliana, najmłodsza z nas, leżała w poprzek łóżka, z nogami mocno rozkraczonymi, a długowłosa blondynka, siostra Katarzyna, klęczała przed nią na podłodze i miarowo masowała jej kobiecość, wstydliwie mówiąc, cipkę, za pomocą drewnianego „przyjaciela”. Nie wiem, skąd go miała. Twierdziła, że go kiedyś znalazła, porządkując swój pokój. Niemniej jednak ów przyjaciel służył im… i wstyd powiedzieć, także mi, do zabaw bardzo grzesznych.

Emiliana mocno zagryzała wargi, gdy Katarzyna penetrowała jej pochwę przyjacielem. Robiła to rytmicznie, miarowo. Sama też ustami dotykała jej… wisienki. Widziałam, jak przy nikłym świetle lampki naftowej uda i pochwa Emiliany lśniły od wilgoci. I ja sama byłam coraz bardziej wilgotna. Stałam pod tymi drzwiami, dotykając swojej… szparki, marząc, by teraz wejść między nie. Jeszcze wtedy zżerał mnie wstyd i trema. Gdy jednak się rozebrały, weszłam niby ze srogą miną. Próbowałam się dowiedzieć, co tu się dzieje. Patrzyłam na ich nagie ciała, niewielkie, ale krągłe piersi Emiliany i pełne kształty Katarzyny. Bezwstydnice… zamiast się speszyć i błagać o łaskę, by ich nie wydać, zaprosiły mnie do wspólnej zabawy.

Dwie diablice skusiły mnie i po chwili też byłam już naga. Moje ciało nie było już tak jędrne, jak ich. Emiliana miała ledwie dwadzieścia lat, Katarzyna dwadzieścia cztery. Ja miałam trzydzieści osiem. I doskonale wiedziałam, jak się bawić w to, w co one chciały.

Usiadłam na twarzy Emiliany, kiedy ta rozpieszczała ustami moją cipkę. W tym czasie Katarzyna dalej penetrowała ją przyjacielem. Moje uda wytłumiały jęki młodej zakonnicy, która była pode mną. Gdy dochodziła, zakryłam jej usta swoją szparką. Jej krzyk, wibracje głosu, drżenia ust i języka zaabsorbowane przez moje ciało, dały mi dodatkową przyjemność. Patrzyłam na nią, młodą, głupiutką jeszcze dziewczynę, która była w mojej mocy.

Wstałam. Podeszłam do Katarzyny i zaczęłam ją namiętnie całować, gdy Emiliana dochodziła do siebie. Chwyciłam drewnianego przyjaciela i wkładałam Katarzynie w usta, a następnie sama go całowałam i ssałam. Czy tak faktycznie jest z mężczyzną? Tego nie wiedziałam. Zawsze byłam czysta od męskich dłoni i genitaliów. Za to nie odmawiałam sobie przyjemności innymi, kształtnymi zabawkami. Wtedy jednak bardziej interesowały mnie kształty siostry Katarzyny, której piersi zaczęłam wylizywać. Ona za to umiejętnie palcami rozpieszczała moją cipkę. Patrzyłam na nią z uśmiechem, przyzwalająco. Katarzyna zawsze była usłużna i gotowa do poświęceń dla innych.

Miałam ochotę na coś ostrzejszego. Chwyciłam ją solidnie za włosy. Pociągnęłam za sobą. Oparłam ją o ścianę i zmusiłam do tego, by się wypięła. Ocierałam się o jej pośladki swoimi biodrami. Były miękkie i jędrne. Idealne dzieło stworzyciela. Wsadziłam drewnianego fallusa w jej szparkę, aż podskoczyła. Jej ciało drgnęło, piersi zafalowały. Chwyciłam jedną z nich, mocno masując. Po chwili sama poczułam, jak młodziutkie ciało Emiliany przylega do moich pleców, a jej palce odnajdują moją łechtaczkę. Pozwalałam jej na to, jednocześnie mocno ruszając ręką, w której trzymałam drewnianą zabawkę. Katarzyna, gdyby mogła, wyłaby z podniecenia. Zamiast tego jednak zagryzała zęby na przedramieniu. Nie chciałyśmy w końcu zbudzić całego zakonu.

Czułam też sama, jak gorąco i chłód przenikają moje ciało. Emiliana sprawnie potrafiła pieścić kobiecość. Jej palce zmieniały intensywność, rytm i siłę pieszczot. Jednocześnie dobrze wyczuwała moment, kiedy zaczęłam się wspinać na szczyt. Jej usta wpiły się w mój bark. Całowała mnie po szyi. Nie byłam przyzwyczajona do takich czułości. Zwykle z siostrzyczkami robiłyśmy to bardzo na ostro, machinalne zaspokojenie. A ta młoda dziewczyna wniosła świeżość w te zabawy. Odwróciłam więc do niej głowę i rozchylonymi ustami zaprosiłam ją do pocałunku. Bez zawahania to zaproszenie przyjęła i obdarowywałyśmy się mokrymi i gorącymi jednocześnie całusami.

W jej ustach skrył się mój jęk. Doszłam. Nie za mocno, bo to byłby grzech rozpusty, ale nogi się pode mną ugięły. Wepchnęłam wtedy głęboko drewnianego przyjaciela w cipkę Katarzyny, której z ust wyrwał się głośny pisk. Dałam jej klapsa, ucząc ją w ten sposób, że nie powinna krzyczeć. Tym bardziej w takiej chwili.

W pewnym momencie byłyśmy już we trzy na łóżku. Pozwalałyśmy sobie na bezwstydny dotyk, wymieniałyśmy się zabawką. Była to raz we mnie, raz w Katarzynie, by znów trafić do Emiliany. Niestety, pierwsze promienie słońca były sygnałem, że pora się rozejść do własnych pokojów. Wszak nie można było siać zgorszenia wśród innych sióstr… Które po cichu robiły to samo każdej nocy.


Dodaj komentarz

Szukasz więcej opowiadań? Sprawdź również:

Spodobają Ci się także:

Dodaj komentarz