Oddana pani psycholog

opowiadanie oddana pani psycholog

Jestem atrakcyjną kobietą. Nawet bardzo. Nigdy tego nie ukrywałam, że mam o sobie wysokie mniemanie i zawsze lubiłam podkreślać swoje wdzięki. Ubieram się dla siebie, nie dla innych, więc nigdy nie widziałam w tym niczego złego. Problem w tym, że większość ludzi oceniała mnie po tym, jak wyglądam, nie zaś przez pryzmat tego, co mam w głowie. Często więc bywało tak, że kiedy się z kimś umawiałam, dziwił się wielce, jak otwierałam usta i zaczęłam mówić zupełnie do rzeczy, a nie zachowywałam się jak pusta laleczka.

Przestałam sobie z tym radzić i stwierdziłam, że pora pójść do psychologa. Znalazłam jakąś kobietę, która miała dobre opinie w sieci. Umówiłam się i udałam się do jej gabinetu.

Zwracam uwagę na detale, więc od razu zauważyłam, jak chaotyczna, a w tym chaosie uporządkowana była przestrzeń, w której przyjmowała. Wszystko było w klimacie Dalekiego Wschodu – trochę Syjam, odrobinę Chin i Indii. Podobało mi się to wnętrze. Sama pani psycholog też wyglądała na przyjazną kobietę. Urocze usta, lekko podkreślone różem, niewielki, zadarty nosek i duże, błękitne oczy. Czarne, lśniące włosy spięła w kok, przetykany pałeczkami.

Zaczęłam omawiać swój problem, odpowiadałam na jej pytania. Widziałam, jak mi się przyglądała, jak błądziła spojrzeniem po mojej twarzy, ale i ciele. Myślałam po prostu, że mnie ocenia całościowo. W końcu moja atrakcyjność również wpływa na psychikę. Do tego ubrałam się biznesowo – mocno ściśnięty biust w białej bluzce z głębokim dekoltem, a tyłek opinała ołówkowa spódnica.

Po chwili odłożyła swój kajecik. Zauważyłam, że miała tam ledwie kilka notatek. Patrzyła na mnie przez chwilę.

– Miała pani relacje intymne z kobietą?

Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Pokręciłam głową, że nie. Jednocześnie… coś we mnie wezbrało.

– A to ważne?

– Cóż. Jeśli pani tak poważnie podchodzi do kwestii wyglądu, a mężczyźni nie są w stanie przebić przez tę barierę… może kobieta dostrzeże pani osobę, a nie tylko opakowanie?

Przesiadła się obok mnie. Twarz miała szczupłą, układała się w delikatny odwrócony trójkąt. Jej oczy wyglądały na jeszcze większe. Ściągnęła okulary, patrząc spod wachlarza rzęs prosto w moje źrenice. Świdrowała mnie spojrzeniem tych błękitnych oczu, jakby mnie hipnotyzowała.

– Może pani powinna spróbować… i emocjonalnie, i fizycznie związać się z jakąś kobietą… – położyła dłoń na moim udzie, a ja zesztywniałam. To, co wzbierało we mnie, zaczęło rozlewać się gorącem po całym ciele – nogach, dłoniach, brzuchu… tam na dole również.

– N-nie… nie wiem. Może i ma pani rację – odpowiedziałam.

– Wie pani… zwykle tego nie robię – wyjęła pałeczki z koka. Rozpuściła włosy, które zafalowały. Wokół roztoczył się zapach jaśminu. Słodki i zniewalający – ale pani potrzebuje wyjątkowej pomocy.

Jej dłoń pomknęła w górę mojego uda, pod spódnicę. Poczułam jej palce na moich majtkach.

– Co pani robi? – gardło miałam ściśnięte, ale uda się powoli rozszerzały.

– To element terapii – uśmiechnęła się. Było w tym coś fałszywego. Ale pocałunek, jakim obdarowała mnie po chwili, był w zupełności szczery.

Uległam jej szybko, pozwalając na to, by jej długie smukłe palce wślizgnęły się wpierw w moje majtki, a potem w moją szparkę. Tak samo, jak jej język zaczął przeciskać się między naszymi wargami. Całowała mnie mocno, zachłannie. Jaśmin świdrował mój nos i umysł, a jej palce wprawnie rozpieszczały moją łechtaczkę i cipkę.

Westchnęłam, gdy poczułam, jak drugą dłonią zaczęła rozpinać moją koszulę. Patrzyłam na nią. Z niedowierzaniem, ale i coraz większym podnieceniem. Chwyciłam za jej pierś przez materiał. W porównaniu z moim miała niewielki biust, ale wyraźnie jędrny. Drugą dłonią zagarnęłam jej włosy, chwyciłam za tył jej głowy i przyciągnęłam do siebie. Teraz to ja ją całowałem. Mocno i zachłannie.

Pozbyłyśmy się ubrań. Siedziała tak, że nasze uda się krzyżowały, ocierając się o cipki. Była bardzo wilgotna, a jej sutki mocno sterczały. Podobnie zresztą jak moje. Wzdychałyśmy cicho, czerpiąc z tej chwili tyle, ile się dało. Wiedziałyśmy, że po drugiej stronie drzwi prawdopodobnie czeka już kolejny pacjent, ale nie to było teraz najważniejsze. Pieściła moje ciało dłońmi, ja zaciskałam swoje na jej filigranowym tyłeczku. Poruszała się tak, jakby była małym płomykiem świecy – z gracją, zmysłowo… a przede wszystkim roztaczając swoje gorąco.

Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Opanowała głos, przytrzymując się moich ramion.

– Proszę jeszcze chwilkę poczekać! – zawołała i spojrzała mi w oczy – A z panią będę musiała się umówić na dodatkowe sesje… po godzinach.

Patrzyłam na nią, rozpalona. Niespełniona. Ale chętna jak nigdy. Pokiwałam skwapliwie głową.


Dodaj komentarz

Szukasz więcej opowiadań? Sprawdź również:

Spodobają Ci się także:

Dodaj komentarz