Najlepszy sylwester życia

opowiadanie najlepszy sylwester życia

Nowy rok zawsze warto przywitać z hukiem. Mój objawił się pod postacią oparcia szezlonga walącego o ścianę. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Przyjęcie było względnie niewielkie, ale na tyle duże, by było sporo nowych ludzi. To była domówka u znajomego, który zaprosił tylko wybranych ludzi. Wśród nich były dwie typowe „psiapsiółki”. Ciemnowłose dziewczyny, które wiedziały, jak podkreślić swoje walory, by na maksa nakręcić faceta.

Impreza kręciła się jak zwykle. Trochę muzyki, sporo alkoholu, jakieś przekąski. Widziałem, że podchodzili do nich różni goście, ale każdego spławiały. Zastanawiałem się, jakie ja mam szansę, ale hej! Jeśli nie spróbuję, to nie będę wiedział, prawda?

Dlatego w pewnym momencie dosiadłem się do nich. Nie rzucałem żadnych oklepanych tekstów o oczach, włosach, spadających aniołach. Zawsze uważałem je za głupie i godne najwyżej politowania. Przedstawiłem się, powiedziałem, skąd się znam a Marcelem… gadka zaczęła się jakoś gładko toczyć. Szybko się dowiedziałem, że mają 23 i 25 lat, a młodsza ma na imię Kinga, starsza zaś – Patrycja. I to ona wyglądała na bardziej rozochoconą. Wiedziałem już, jak i gdzie uderzyć.

Gdy impreza nabierała tempa, zaproponowałem im, byśmy zwiedzili piętro, bo Marcel ma jeden wyjątkowy pokój – jego gabinet, do którego mają wstęp nieliczni, w tym ja. To je oczywiście zaintrygowało, więc poszliśmy na górę. Wiedziałem, że tam nikt nie będzie nam przeszkadzać, a dziewczyny będą bardziej chętne do otworzenia się na mnie. I nie myliłem się.

Pijąc wiekową whisky, zagryzając ją pieczonymi w tempurze krewetkami, jakie zgarnęliśmy z dołu, siedliśmy bardzo blisko, a moje dłonie szybko wylądowały na ich udach. Dziewczyny były bardziej bezpośrednie. Spojrzały wpierw na mnie, później na siebie i zaczęły się całować. Tuż przede mną. Wyglądało to tak, jakby robiły to często i może faktycznie tak było. Gdy pieściły dłońmi swoje piersi, ja sięgnąłem do ich tyłków. Miałem już takie pośladki w garści. Typowe dla tancerek. Jędrne, kształtne, proszące się o klapsa.

Leżanka, jaka stała w gabinecie Marcela była nieco za mała, ale na szczęście na ziemi leżało owcze runo. Szybko się pozbyliśmy swoich ubrań i już po chwili Kinga i Patrycja klęczały przede mną, całując się i przy okazji pieszcząc mojego fiuta. Jednocześnie sunęły ustami po jego bokach, dłońmi wzajemnie pieszcząc sobie cipki. Patrzyłem na ich rozkołysane duże piersi i czułem, że to będzie sylwester mojego życia.

W końcu Patrycja położyła się na plecach, ochoczo rozkładając nogi. Miała tatuaż nad cipką – różę, wyrastającą z jej łechtaczki. Ładna ozdóbka, choć osobiście nie jestem ich fanem. Kinga w tym czasie dosiadła jej twarzy. Patrzyła, jak klękam przed jej przyjaciółką, jak uderzam mocno penisem o jej szparkę. Uśmiechnęła się zachęcająco, jakby pozwalała mi zerżnąć jej bliską psiapsiółkę. Wszedłem więc ostro, po same jądra. Stłumiony jęk wydobył się spomiędzy ud młodszej laski, a ona aż przymknęła oczy w rozkoszy. Objąłem ramionami uda Patrycji, zacisnąłem na nich dłonie i zacząłem wolnymi ruchami rozjeżdżać jej jamkę. Była ciasna. A do tego tak mokra, że wślizgiwałem się w nią bez problemu.

Nie minęło dużo czasu, gdy to Kinga chciała spróbować, co mam do zaoferowania. W przeciwieństwie jednak do Patrycji wypięła się do mnie mocno. Jej pośladki… wciąż mam je przed oczami. Kształtne, idealnie pasujące do szerszych bioder i bardzo wąskiej talii, którą objąłem dłońmi, by zaraz staranować jej mokrą od soków i śliny przyjaciółki cipkę. Była młodsza, więc jeszcze ciaśniejsza. Do tego bardziej spragniona ostrzejszej jazdy. Ruszaliśmy się w ostrym rytmie, gdy Patrycja położyła się przed nią w oczekiwaniu na rewanż w wylizywaniu cipki. Chwyciłem więc Kingę za włosy i docisnąłem jej twarz do krocza jej psiapsióły.

Muzyka, która dochodziła z dołu, zagłuszana była naszymi jękami i westchnieniami. Po chwili zeszliśmy z runa, by wrócić na szezlong. Obie siedziały na nim rozkraczone, a ja rżnąłem je, raz jedną, raz drugą, gdy one wzajemnie masowały paluszkami swoje łechtaczki. Nie dawałem im chwili wytchnienia, o czym najlepiej świadczy fakt, że od uderzeń drewnianej ramy leżanki obłupał się lekko tynk na ścianie. Cóż… to się zaszpachluje. Ale wytrysk, jaki sprezentowałem obu tym laskom, kompletnie zraszając ich buźki, był najlepszym dowodem na to, jak wiele zabawy mi dostarczyły.


Dodaj komentarz

Szukasz więcej opowiadań? Sprawdź również:

Spodobają Ci się także:

Dodaj komentarz